Kilka miesięcy temu miałem okazję zwiedzać ten monumentalny budynek niejako od zewnątrz. Tym razem nadarzyła się doskonałą okazja aby obejrzeć budowlę od środka. Dziś wraz z Krzysztofem Gierakiem i Adamem Gawronem z "ekipy MM-ki" mogłiśmy zobaczyć historię zaklętą w plątaninie rur i zaworów. Wszystko dzięki Stowarzyszeniu Korpus Wdrażania Kultury oraz zarządowi ZEC Bytom S.A., którzy zorganizowali konferencję naukową "Dziedzictwo przemysłowe alternatywą dla kultury", z której zamieściliśmy obszerną relację.
Elektrociepłownia zaprojektowana została przez braci Zillmanów z podberlińskiego Charlotenburga i wybudowana na włościach hrabiego Schaffgotcha, który poślubił słynnego "śląskiego kopciuszka" czyli Joannę Gryzik - córkę służącej Karola Goduli - najbogatszego mieszkańca Prus, "króla cynku".
Powstała w stylu modernistycznym jednak jak zapewnia znawca jej historii Krzysztof Roman, wielu specjalistów twierdzi, ze celowo nadano jej elementy sztuki sakralnej. Świadczy o tym ornamentyka oraz monumentalizm.
Start elektrowni jak na owe czasy był imponujący. Pracę rozpoczęły cztery kotły i turbozespół o mocy 12,8 MW. Oczywiście z roku na rok zwiększano liczbę kotłów, tak jak zwiększała się ilość osób odbierajacych prąd elektryczny.
Po pięciu latach na głównej wieży zakładu, przypominającej wieżę katedry lub ratusza zamontowano gigantyczny czterostronny zegar, którego tarcza ma ponad 5 metrów średnicy a jedna wskazówka waży ponad 100 kg! To największy zegar w Polsce tuż po zegarze Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.
Duga wojna światowa spowodowałą sporo zniszczeń obiektu. Wiele podzespołów wywieziono do Zagłębia Uralskiego. Rabunku dokonali Rosjanie.
Obecnie elektrociepłownia (elektrociepłownią stała się w latach '60) produkuje prąd i ciepło jedynie w okresach zastoju lub remontu nieodległej Elektrowni Miechowice. Obiekt jednak zaczyna powoli być odbierany z innej perspektywy. Jako świątynia techniki i energii. Jako miejsce o wspaniałym klimacie i niepowtarzalnej atmoferze.






coś jest na rzeczy z tym sacrum. mógłbym się tam dać pochować... i mówię to całkiem na poważnie.
Jestem oczarowana elektrownią... powiedziałabym, że nie tylko w sobie ma coś sakralnego ale również magiczno-baśniowego. Budynek przypomina mi coś z zamczyska..., energia tego miejsca jest niesamowita... wielkość, tajemniczość, zaduma... Elekro-ciepłownia mnie zaczarowała... a magia jej zachwyca i zniewala... Po sobotnim spotkaniu wciąż o tym myślę, to miejsce przyciąga mnie jak magnez, chcę tam wrócić znów
Zwiedzanie elektrowni na prawdę dostarcza wiele wrażeń. Już z zewnątrz budynek budzi imponujące wrażenie, a od wewnątrz jest jeszcze lepiej. Jednak co powinno być najbardziej chwalone według mnie to, że włączył się on w życie miasta poprzez współorganizowanie różnych imprez, a nie stoi zamknięty na cztery spusty.
ja jeszcze nie myślę nad miejscem pochówku, ale sama przestrzeń jest moim zdaniem idealna na spektakle i inne imprezy. Sama w sobie jest grą i treścią..
W Gdańsku w historycznej elektrociepłowni (wcześniej elektrowni) mieści się dzisiaj Polska Filharmonia Bałtycka :) Też wygląda super, rzućcie okiem na trójmiejska MMkę - http://tiny.pl/lfwz :)