Jimm Carrey wciela się w rolę znudzonego życiem pracownika banku. Jego praca ogranicza się do odrzucania wniosków o udzielenie kredytu. Carl (bo tak zwie się bohater) ma kilku przyjaciół i ex dziewczynę, wybaczcie - żonę.
Carl Allen jest z góry nastawiony do wszystkiego negatywnie, odmawia ludziom kredytów nie wnikając w ich potrzeby i pomysły (np. na biznes), odmawia przyjmowania ulotek, reklam i innych promocji. Z nikim nie spędza czasu, a przypadkowych spotkań znajomych woli raczej unikać. Wieczory spędza samotnie siedząc przed telewizorem i oglądając wypożyczone filmy DVD (zauważyć można Piłę oraz 300 Spartan). Również spam znaleziony w emailu odczytuje ignorując każdą ofertę (co w tym wypadku jest raczej pozytywne).
Na drodze naszego ekscentryka staje stary znajomy, który zaprasza go na spotkanie ludzi "będących na TAK". Co więcej, przekonuje go do zrobienia czegoś spontanicznego, rozerwania się. Carl uświadamia sobie, że faktycznie potrzebuje pomocy. Jego zapatrzenie w siebie, szukanie litości wśród innych i ciągłe odgradzanie się od przyjaciół sprawi, że i oni go zostawią. Postanawia pójść na spotkanie.
Spotkanie "Jestem na TAK" przypomina bardziej sektę prowadzoną przez Terence Stampa, niż kółko osób potrzebujących pomocy. Terence wmawia ludziom jak mają żyć, będąc na wszystko otwartym. Zapewnia również Allenowi terapię wstrząsową przekonując/zmuszając go do zawarcia paktu. Od tej chwili nasz bohater robi wszystko na odwrót. W pracy pozytywnie rozpatrza wszystkie wnioski kredytowe (nawet te najbardziej idiotyczne), odczytuje spam zamawiając wszystko co oferują (powiększanie penisa) i zapisuje się na różne kursy (gra na gitarze, nauka języka koreańskiego). Z tą jednak róznicą, że teraz los mu sprzyja. Gdyby nie podwiózł bezdomnego (czego przedtem nigdy nie robił) nie poznałby swojej przyszłej ukochanej... ale jak w każdym związku, tak i w tym bywają zgrzyty ;p.
Resztę historii warto obejrzeć samemu. Ogólnie film nie powalił mnie na kolana, śmiechu było odrobinę (mam wybredny gust), a historie były jak zwykle bardzo podzielone na te dobre i złe. Będziesz na tak - będziesz miał szczęście i los Tobą pokieruje. Będziesz na nie - będziesz nieszczęśliwy. Dopiero później dowiadujemy się (w filmie, bo my jako widzowie już dawno do tego doszliśmy), że trzeba mieć umiar w mówieniu zarówno tak, jak i nie. Trzeba myśleć nad tym co robimy i na co się decydujemy. Szkoda tylko, że przez pół filmu Carl tego nie wiedział i słuchał rozkazów każdego co doprowadzało czasem do idiotycznych sytuacji. Na zakończenie dodam, że film pozostawia pozytywne wrażenie, jednak nie pozostanie na długo w mojej pamięci.
Na marginesie dodam, że MM często organizuje konkursy, a do wygrania są właśnie bilety na ciekawe filmy! Dlatego zawsze warto brać w nich udział ;)
Film: Jestem na TAK
Devid
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 2
- Wpisów na blogu: 12
- Komentarzy: 91
- Miejsc na mapie: 15


była na miejscu głównego bohatera, pewnie powiedziałabym "jestem na tak trochę" ;P widzę, że Kolega zachęca do brania udziału w konkursach MM, czyżby wyjście na ten film było Twoją MM - kową nagrodą? Całkiem sympatyczna recenzja ;) Pozdrawiam serdecznie :)
Tak sobie myślę po cichu, że może ktoś by tu w nagrodę za recenzję i reklamę zgodził się co jakiś czas dostawać od nas bilet do kina w zamian za recenzję ;> hmmm?
Jeżeli chodzi o recenzję i bilety z MMki to muszę Was rozczarować. Musiałem wydać 36 zł na dwa bileciki - ale warto było - jak zawsze. Raz na miesiąc iść do kina - obowiązkowo, oczywiście jeśli leci coś na co warto faktycznie iść.
Ale żeby nie było, udało mi się wygrać w MMce bilety do kina - tylko raz, ale za to od razu 4 wejściówki na dowolny seans! Byłem wniebowzięty! Miałem napisać wtedy recenzję z filmu (High Shool Musical), ale jakoś temat filmu i ogólny brak weny nie doprowadziły do tego.
Dlatego uznałem, że teraz zrewanżuję się dla MMki. Następnym razem, gdy wybiorę się do kina - obiecuję że napiszę kolejną (bardziej już interesującą) recenzję :)
A jeśli chodzi o układ bilety za recenzje i reklamę? Bardzo chętnie :)
Dawidzie ja Ci mogę polecić 33 sceny z życia jeśli chcesz zobaczyć film o życiu oraz nową produkcję Machulskiego Ile waży koń trojański, do pośmiania z prl-u. (;
Jeśli chodzi o "33 sceny z życia" Szumowskiej, to raczej nie film o życiu tylko śmierci, a dokładniej - umieraniu. Z tego co zdążyłem się rozeznać (zwiastun i recenzje) to film bardzo udany i "mocny". Szczerze mówiąc, zastanawiam się dlaczego mi go polecasz :p kiedy ja opisuję lekką, amerykańską komedię. Domyślam się, że wywnioskowałaś z mojego opisu lekką pogardę dla idealistycznego, amerykańskiego podejścia do życia.
Nie przepadam za polskim kinem, za wyjątkiem kilku naprawdę dobrych filmów (niestety dość już wiekowych), ale historia oparta na faktach, realiach, życiu i śmierci musi być godna uwagi. Teraz tylko trzeba znaleźć odpowiedni wieczór.
A co do "konia trojańskiego" to czekam na Twoją recenzję :) Zapowiedzi niestety mnie nie przekonują, historia może i ciekawa, ale wszystko rozbija się o szczegóły i wykonanie, dlatego chętnie przeczytałbym wyczerpujący opis.
Pozdrawiam