Do mojego samochodu, gdy pozostawiłem go na jedyną godzinę nieopodal naszej redakcji, w samym sercu Katowic, ktoś się włamał. Działo się to w piątkowe przedpołudnie, 20 listopada.
Amatorów lustrowania cudzych zasobów skusił najwyraźniej uszkodzony zamek w drzwiach po stronie pasażera, w moim 20-letnim golfie.
Interesująco odstający mechanizm przyciągnął, kogo trzeba.
Około 12:15, w towarzystwie Marcina N. i Witolda S. dotarłem ponownie do swojego wehikułu. Z niepokojem odkryłem, że drzwi z prawej strony są otwarte. Jako, że spieszno nam było w pewne miejsce, po pobieżnym sprawdzeniu zawartości wszelakich schowków udaliśmy się w podróż. Na siedzeniu, z którego przywykłem prowadzić swój bolid, leżała jedynie porzucona pospiesznie stacja dokująca nawigacji satelitarnej oraz ładowarka.
Nieco później, gdy znalazłem wreszcie chwilkę, by ocenić zyski i straty po wizycie nieproszonych gości doszedłem do pewnych budujących wniosków. Potencjalni złodzieje okazali się kompletnymi ignorantami w dziedzinie muzyki i historii, nie poznali się także na miłości.
Nie zginęła żadna z moich ulubionych płyt. Aż dziw mnie bierze, że tajemniczy goście nie skusili się na genialny i pięknie wydany album z muzyką Vangelisa skomponowaną do filmu "Blade Runner". Nie przypadła im także do gustu interpretacja utworów Jacka Kaczmarskiego w wykonaniu zespołu Habakuk (wiem i zgadzam się z Wami w zupełności - ja też wolę oryginał i aranżacja reggae w najmniejszym stopniu nie oddaje sensu tej wspaniałej poezji!). Ale to, że domniemanym złodziejom nie spodobał się nawet Miles Davis, samo w sobie przechodzi wszelkie pojęcie i woła o pomstę do nieba!
Rzec, że intruzi nie poznali się na muzyce byłoby wielkim nieporozumieniem i wręcz, nieścisłością. Swoją obojętność, bowiem, wykazali także wobec historii! Od mniej więcej tygodnia w samochodzie wożę dwie przekazane mi jako materiał prasowy okazałe tablice edukacyjne z Instytutu Pamięci Narodowej. Najwyraźniej, rysunkowy Gorbaczow, Wałęsa i Reagan nie przemówili należycie do wyobraźni adeptów złodziejskiego fachu. Mogę jedynie ubolewać nad tym faktem.
A teraz rzecz o miłości. Moja kochana żona, kilka lat temu, w zupełnej tajemnicy przede mną, w każdej wolnej chwili skrupulatnie komponowała na drutach coś, co dziś stanowi nieodzowną część mojej zimowej garderoby. Mam na myśli szalik. Ciepły, wełniany, w moich ulubionych kolorach: kremowym i brązowym. Rzeczony przedmiot spoczywał spokojnie na półce bagażnika i czekał w pogotowiu na ujemne temperatury, by mnie przed nimi ocalić. Jednak także i ten namacalny dowód uczucia, jakie żywi do mnie moja żona, także nie zaskarbił sobie uznania w oczach zwiedzających wnętrze mojego samochodu.
Prawdę mówiąc, to nawet nie mam pewności, czy mogę nazywać ich złodziejami. Wszak niczego nie ukradli...
Drodzy, niedoszli złodzieje. Najmocniej przepraszam Was, że nie mam w zwyczaju zostawiać w swoim samochodzie niczego, co w Waszej świadomości, mogłoby się wydać cenne. Wybaczcie, że nie zostawiam tam panelu radia, wspomnianej nawigacji, czy wreszcie portfela z dowodem rejestracyjnym mojego VW. ;)
Przekażcie Waszym naśladowcom i kolegom, że to się nie zmieni!
Dlaczego włamywacze nie znają się na muzyce, historii i miłości
Łukasz Malina
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 1182
- Wpisów na blogu: 31
- Komentarzy: 414
- Miejsc na mapie: 815


Stąd wniosek że złodzieje powinni być jednak bardziej wyedukowani...? I to nie tylko w swoim fachu, lecz wszechstronnie. Tylko... po co.
Fajny wpis z lekkim przymrużeniem oka. Mnie po kradzieży nie przyszło na myśl opisać wszystko ładnie, tylko dorwać drani i pozabijać. Dobrze że u Ciebie nic się nie stało. Przykre są takie przypadki. Radio miałeś w aucie?
Bo włamywacze szukali wartości wymiernych, nie symbolicznych :) Zastanawia mnie tylko, jakich skarbów spodziewali się w dwudziestoletnim aucie z zepsutym zamkiem...
@Devid - nie miałem radia.
@Patrycja - A liczyłem, że chociaż Ty będziesz to wiedziała... :P