Ale na chęci się skończyło, a publiczność przytrzymał nawet odrobinę dłużej, niż ta miała na to ochotę...
Koncert Jarre'a to dla wielu świętość, absolut, przed którym biją pokłony jeszcze zanim się rozpocznie. Wśród takich właśnie osób przyszło mi się znaleźć, ale jednak nie do końca odnaleźć.
Na początek wyznam zupełnie szczerze, że muzyka JMJ towarzyszy mi od wczesnych dziecięcych lat. Do dziś pamiętam m.in. tę z czołówki programu popularno-naukowego "Kwant", a w arkana Jarre'owskich brzmień ostatecznie wprowadził mnie mój kuzyn.
Jarre był dla mnie ikoną. Dlaczego czas przeszły? Chyba głównie dlatego, że teraz dotknąłem jego jednak całkiem ludzkiego wymiaru. I wstyd się do tego przyznawać, że dopiero w wieku niemal 26 lat. Można uznać, że nie zdałem egzaminu z rozsądku, gospodarności i oparcia się pokusom. Wszak bilet, dzięki któremu znalazłem się na samym szczycie spodkowej widowni kosztował mnie o jakieś 60 złotych więcej niż powinien. Czytelnicy wiedzą, w czym rzecz, a ja nie będę się akurat nad tym wątkiem zbytnio rozczulał. Nie w tym rzecz.
O wiele bardziej źle mi z tą myślą, że ten Jarre-magik, elektroniczne guru, nagle jawi mi się jako facet, który nie potrafi pogodzić się z własnym przemijaniem. Skacze jak małpa, dotyka różnych suwaków, pokręteł i przycisków, jak wytrawny dj, ale problem w tym, że ma się wrażenie, że... i bez tego dotykania wszystko brzmiałoby, jak trzeba.
Oczywiście, to dinozaur, jak The Rolling Stones czy inni wielcy, ale czy to już jest wystarczającą legitymacją, by nie stworzyć więcej niczego odkrywczego, przełomowego w muzyce?
Czy my naprawdę wypalamy się po pewnym kreatywnym etapie życia, a potem, daj Bóg - niektórzy tak potrafią - płyniemy już na tym, co udało nam się wcześniej zdziałać?
Jeśli tak jest, to Jarre jest najlepszym tego przykładem. Do znudzenia powielane Oxygene musi się wreszcie znudzić i przestaje mieć większą wartość, niż odtworzone na youtube. Nie tego oczekiwałem, nie tego chciałem i nie tak miałem to w głowie ułożone. Że o dyskomforcie z powodu strzelających mi prosto w oczy laserowych świecidełek nie wspomnę, bo może mimo urodzenia w Roku Pańskim 1984, jestem zbyt stary na takie atrakcje.
Dla jasności, Jarre nie zaskoczył niczym nowym, co mogłoby się choć zbliżyć do jego klasycznego brzmienia.
W miarę postępowania koncertu część osób zaczęła nawet pląsać pod sceną, ale Jarre'owi trudno było przekonać większość zgromadzonych na widowni chociażby do dłuższego niż przez kilka sekund miarowego klaskania... I nie wierzcie relacjom, które można przeczytać w mainstreamowych mediach, które tylko z sobie właściwej "przyzwoitości" i lojalności wobec Metal Mind Productions napisały o wizycie Jarre'a w samych superlatywach. Z góry, gdzie siedziałem, wyraźnie widać było, że wiele osób nie potrafi już wytrzymać na niewygodnych krzesełkach Spodka. A pomysł, by zamknąć JMJ w hali był cokolwiek nietrafiony.
Żeby nie zostać posądzonym o (zupełne) malkontenctwo, dodam, że niezwykłe było obejrzenie "na żywo" laserowej harfy, czy innych instrumentów, którymi Jarre posługiwał się podczas swojego show. W tym miejscu bardzo dziękuję nieznanemu mi, ale zupełnie sympatycznemu Panu, który co rusz użyczał mi lornetkę.
Skłamałbym także, gdybym napisał, że się podczas koncertu nie wzruszyłem. Ale to trwało przez chwilę, a później ból w kręgosłupie i niemożność znalezienia wygodnej pozycji przesądziły o całym odbiorze.
Reasumując, mój problem, choć mam głębokie przekonanie, że nie tylko mój, polega na tym, że Jarre'a nie da się oglądać poza oficjalnie obowiązującą mitologią. W innym wypadku, trzeba przyznać, że to zwykły facet, już nie pierwszej młodości, który nie chce przeminąć, dlatego wciąż okrąża świat i dmucha w żar swojej legendy.
Lepiej włączę sobie "Equinoxe 4" na youtube. Dzięki za uwagę! : )
Jean Michel Jarre chciał by Spodek odleciał
Łukasz Malina
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 1182
- Wpisów na blogu: 31
- Komentarzy: 414
- Miejsc na mapie: 815


ale czułem, że napiszesz coś w tym stylu. Pozdro! :)
Te nowe krzesełka w Spodku niewygodne? Nie miałem jeszcze okazji, a tu widzę, że się trzeba zająć sprawą! Fuszerka? :)
Wypad na koncert JMJ jest dobry 1-2 razy, potem lepiej zająć się słuchaniem płyt - najlepiej tych z lat 1976 - 1988 ;)
@Wito: Nie wiem, jak mogłeś to czuć, skoro ja poczułem to dopiero dziś wieczorem, gdy wreszcie znalazłem chwilę na zebranie przemyśleń. Co do krzesełek - to jakaś porażka, oparcia kończą się na wysokości kręgosłupa lędźwiowego, a resztę ciała se możesz... Jak potrafisz. ;)
@Wojtek: Może masz rację. To był mój pierwszy koncert Jarre'a na żywo - wcześniej oglądałem "na żywo" tylko w TV. Następnym razem wolałbym oglądać to na stojąco i w plenerze.
========================
"Istnieją ludzie, którzy posiadają tak mało odwagi, by stwierdzić cokolwiek, że boją się nawet oświadczyć, iż wieje wiatr, chociaż wyraźnie to czują, o ile nie usłyszą przedtem, że ktoś już to powiedział." Georg Ch. Lichtenberg
Dla mnie też to był pierwszy koncert na żywo.
Zgodzę się, nie zaskoczył niczym nowym. Trochę byłem zawiedziony że nie było Aero czy Aerology.
Ale z drugiej strony, czy jest to normalne oczekiwać czegoś mega wystrzałowego i nowego o gościa który od ponad 36 lat jest na scenie międzynarodowej, a dla muzyki współczesnej zrobił tyle, że ciężko to wyliczyć? Mam wrażenie, że on już swoje zrobił.
Pokazy laserowe już na nikim nie robią wrażenia, bo na byle wesele możesz takie zamówić, ale mimo to kupuję je w jego wykonaniu :)
Czy ktoś z Was pamięta czasy kiedy metalmind organizowało koncery w cenie nie przekraczającej 80 zł (za najgorsze miejsca oczywiście). Czy nie wydaje Wam się że taka pazernośc jest chora?? Ile kosztowały bilety na Jarre'a przy sklepieniu dachu? 175 zł?? Czy nie wydaje Wam się śmieszne że na koncert The Australian Pink Floyd Show (która powiedzmy sobie szczerze - jest kserokopią Floydów) najtańszy bilet kosztuje 100 zł :|
Jak dla mnie to wszystko jest CHORE :|
I do tego ta propaganda że wszystkie koncerty są świetne....
Denerwuje mnie również całkowity zakaz fotografowania. Rozumiem akredytacje ale żeby sobie człowiek nie mógł ze swojego ostatniego miejsca robić zdjęć :|
Bardzo fajnie że Łukasz Malina napisał taki artykuł :) Przynajmniej można poczytać jakąś wiarygodna relacje z koncertu :)
To był mój 4-ty koncert JMJ i niestety, muszę w 100% zgodzić się z panem Łukaszem.
Jarre się wypalił i tylko komercyjnie odcina kupony od swoich osiągnięć sprzed lat. Do tego wszystko robi na "odwal się" - efekty laserowe 20 lat temu na la Defense były o niebo lepsze i bardziej zaawansowane, niż to, co widziałem w poniedziałek w Spodku.
I do tego to włazidupstwo niezależnie, w jakim kraju gra: w Gdańsku tak bardzo chwalił ideały Solidarności i wkład Polaków w obalenie komunizmu, a jednocześnie jeździ na koncerty do Chin - kraju rządzonego przez krwawy komunistyczny reżim.
Do tego to lekceważenie widzów w Polsce: koncert zaczął się z dużym opóźnieniem, aftershow dla fanów po koncercie też się podobno nie odbyło, bo ponoć "JMJ był zmęczony" - zmęczony już po pierwszym koncercie z trasy?
Dobrze wiedzieć, że z moimi spostrzeżeniami nie jestem sam. Dzięki bardzo za Wasze opinie. Na JMJ z chęcią wybiorę się znów, jeśli mi się to kiedykolwiek jeszcze uda, po to, by pokazać to zjawisko mojemu synowi. I naprawdę, wówczas lepiej niech to będzie plener. ;)
Pozdrawiam!
Malina jak i większość tu komentujących g..na od czekolady nie odróżnia. I na tym można by zakończyć wywód!!! JMJ dla większości to nie cover i błyskotka a symbol!! I na koncerty lepiej niech przychodzą tylko prawdziwi fani a nie sztywniacy i pseudokrytycy którzy metrykę mają krótszą nawet o połowę he, he, niż twórczość Jarre.
Twój punkt widzenia zupełnie mnie nie przekonuje. Po pierwsze, metryka, muszę Cię zmartwić, niewiele ma wspólnego ze zdolnością do racjonalnego oglądu sytuacji. Po drugie, nie obrażaj kogoś tylko dlatego, że ma inne zdanie od Ciebie (to odnośnie fekaliów, które wzmiankujesz). Skoro komentujący wyrazili taką a nie inną opinię, to należy to uszanować. I, po trzecie, ewentualnie, co do "sztywniactwa" mogę się z Tobą zgodzić - ludzie, którym kazano siedzieć ponad trzy godziny na mało komfortowych krzesełkach, musieli zesztywnieć.
I oczywiście, dzięki za Twój punkt widzenia! Cieszę się, że to, co napisałem budzi jednak skrajne emocje. : )
P.s. Przyszło mi na myśl, że Twój komentarz potwierdza jedynie to, co napisałem w tekście: "Jarre'a nie da się oglądać poza oficjalnie obowiązującą mitologią". Napisałeś: "na koncerty lepiej niech przychodzą tylko prawdziwi fani". Jeśli wolisz mitologię, nikt Ci tego nie wzbrania.
Pozdrawiam.
Niestety, pogodzić się trzeba z faktem, że urodzony w 1984 roku człowiek niewiele ma wspólnego z muzyką, która powstała prawie dziesięciolecie wcześniej. Pan Redaktor chce czegoś nowego - to chyba pomylił koncerty. Pomijając fakt, że pisząc, że Jarre nie robi nic nowego w muzyce najprawdopodobniej nie zaglądał Pan w dyskografię to jednak najważniejszym powodem, dla którego ludzie w moim wieku (czterdziecha) przychodzą na koncert Jarre'a to możliwość spotkania z kimś, kto ułożył nam muzyczne życie. Dla Pana Redaktora wymiar analogowej syntezy dźwięku nie ma najprawdopodobniej żadnego znaczenia, jednak niewielu w dzisiejszych czasach na to stać. Muzycy nie tworzą a bawią się układaniem patternów, sampli i innych gotowców w swoich romplayerach, samplerach i innych cyfrowych bzdetach wypuszczając papkę stworzoną, o dziwo najczęściej z miękkich, ciepłych analogowych brzmień zerżniętych i zapisanych przez handlarzy sampli z dźwięków stworzonych przez ikony muzyki takie jak właśnie Jarre - bo jest teraz moda na analogię. Niestety z twórczością coraz mniej ma to wspólnego i dlatego Jarre'owi wybaczę nawet granie Oxygene na każdym koncercie do końca mojego życia. Nawiasem mówiąc nie byłem na koncercie w Spodku ani na żadnym innym ale jeśli pojechałbym głównie po to właśnie, żeby zobaczyć tego muzyka a nie posłuchać.
Reasumując: Jarre SKOMPONOWAŁ tyle dobrej muzyki, że nawet gdyby ją tylko teraz odtwarzał to jest mu to wybaczone, bo niewielu zrobiło tyle, co on. Również w odniesieniu do przecierania nowych, elektronicznych szlaków, których bez niego na pewno długo jeszcze byśmy nie odkryli.Poszukując nowego Panie Redaktorze niech Pan wybierze się na koncerty współczesnych gwiazdek, które nie mniejszy szum na nich robią a z muzyką mają wspólnego tyle, że ją słyszą w tle swojego śpiewu przepuszczonego w dodatku przez masę efektów, samplerów i pluginów, by choć trzymał się on linii melodycznej, bo ze śpiewem jest też coraz gorzej. Pan się zachwycił laserową harfą? Tym akurat my się już nie zachwycamy bo to właśnie jest jeden ze starych gadżetów Jarre'a, który zainteresuje tych, co przyszli na koncert szukać show a nie muzyki. Gratuluję jednocześnie audiofilskiego ucha podczas słuchania muzyki z YouTube'a na pewno zresztą z laptopa ze zintegrowanym dźwiękiem z dumą nazwanym "zgodnym z np. SB" :)
Połowa koncertu jak dla mnie słaba później się wzięli troszkę w garść, oczywiście zdarzało się że Jarre walnął w talerz a dźwięku nie było, perkusista też tak miewał /playback / niestety to już nie jest chyba to. organizator koncertu ode mnie już nawet grosza nie dostanie brak możliwości fotografowania na koncercie to dla mnie żenada. W takiej sytuacji za 500 złociszy mogę kilka płyt kupić i nie nabijać kieszeni pośrednikom.