Kolejny dzień wytężonej pracy redaktora online nieubłaganie blednie... Tak, chciałoby się więcej... Więcej w pracy, mniej w domu. Więcej z adrenaliną, mniej z zaciszem czterech ścian. I tu wpada się najczęściej w pułapkę!
Pułapka ta nie musi mieć imienia, choć pierwszy z brzegu psycholog znalazłby na to nazwę bez kładzenia pacjenta na kozetce.
Tak, jestem uzależniony od wrażeń. Od pracy, której bilans musi być taki, że daje emocje, nie pozwala rzeczywistości ociekać bezlitosną nudą.
Taki stan rzeczy nawet najbardziej racjonalnie myślącego człowieka, choć za takiego to siebie raczej nie uważam, potrafi wpędzić w dramat. Jest to dramat, który pojawi się nagle, gdy trzeba zająć się czymś zwykłym.
Ta zwykłość jest wówczas tak niemożliwa do zniesienia, że szuka się każdej możliwej drogi ucieczki. Bo jak tu się zająć zmywaniem naczyń, czy odkurzeniem dywanu? Jak tu gotować obiad? Przecież to takie... zwykłe!
I właśnie dziś, nieoczekiwanie po powrocie z pracy, w której być może nie działo się nic aż tak przełomowego i emocjonującego (poza odgłosami meczu, w którym Argentyna przykładnie wypunktowała Koreę Południową, dobiegającymi z komputera redaktora Tomaszewskiego) dostrzegłem urok w tej zwykłości.
Jako że jestem pierwszą osobą, która dotarła tego popołudnia do urokliwej betonowej rodzinnej hacjendy, już od progu rzuciłem się na stos nieumytych naczyń (od progu, bo aneks kuchenny to jednocześnie mój przedpokój - ot, oszczędność przestrzeni). Efekt? Po półgodzinnej walce wszystkie talerze, miski, garnki i sztućce potulnie ułożone w przegródkach suszarki.
Następnie przyszła pora na porządkowanie tego i owego, ściereczka w dłoń i bezlitosna dla nieporządku szarża po wszelkich możliwych zakamarkach 25-metrowego mieszkania. No, może przy takich gabarytach rzeczonego lokum nie sposób się przepracować, ale wierzcie mi, czuję się jak nowo narodzony!
Od tej pory wypowiadam wojnę niezwykłości, która jest tylko marną ułudą a prawdziwie emocjonujące życie kryje się w starannie uplecionej ściereczce. Każdy ścieg zdradza misterność boskiego planu i miejsce tego atrybutu codzienności w ludzkim życiu. Boże, Stwórco Wszechrzeczy, dziękuję Ci za ściereczkę!
O tym, jak dobrze złapać ścierkę i ogarnąć mieszkanie
Łukasz Malina
X Miejsce w rankingu
- Artykuły: 1182
- Wpisów na blogu: 31
- Komentarzy: 414
- Miejsc na mapie: 815


"Wiosenne Porządki" - kalendarzowo i w przenośni :)
O kurcze moje naczynia w zlewie od 2 dni wołają o ściereczkę
Widzę pięknie redaktor Tomaszewski pracuje.
A w redakcji też posprzątałeś? ;)
No i suuuper! A tak na poważnie - zwykłość jest spoko. W długiej perspektywie zyskuje w oczach, podczas gdy chwile wrażeń ulatują, zostawiając ślady jedynie w pamięci.
@ Patrycja. Nie sądzę aby posprzątał. Na jego usprawiedliwienie przemawia jednak to, że redakcja nie ma nic wspólnego z misternością, ani też boskim planem.
ja to dziś de facto powinienem mieć wolne, bo kierownik mnie nie wpisał na kalendarz choć kazał przyjść :P
a relacja i tak była tylko dźwiękowa bo obraz baaardzo długo szedł z RPA i tym sposobem z 5 bramek, żadnej nie widziałem :(
ja i tak wiem jakie z was lenie i bałaganiarze ;D
A kto nie przysyła nam już fajnych relacji? :P